Od Mioduskiego wolę Rutkowskiego. Ale gra się o tytuły!

rutkowski Blog

Dariusz Mioduski i Jacek Rutkowski. Dwóch biznesmenów, którzy swoją miłość do futbolu dokumentują znacznymi wydatkami finansowymi. Nikt do końca nie wie ile obu panów do tej pory kosztowały inwestycje odpowiednio w Legię Warszawa i Lecha Poznań. Na pewno są to kwoty rzędu kilkudziesięciu mln złotych.

W działaniach obu biznesmenów widać jednak więcej różnic niż podobieństw. Mioduski wydaje się bezrefleksyjnie wierzyć w siłę swoich „nowatorskich” koncepcji.  Stworzył więc z Legii korporację, która w myśl „innowacyjnych” koncepcji ma przejąć rządy nad ligową piłką. Według mnie popełnia jednak podstawowy błąd. Na lidera projektu wybiera ludzi z przypadku. Trenerami Legii zostają ludzie bez doświadczenia w …trenowaniu (Romeo Jozak), nie znający realiów polskiej piłki (Besnik Hasi), z przypadku (Dean Klafurić) i ostatecznie Ricardo Sa Pinto – facet konfliktowy, który dotąd nie przepracował w żadnym klubie roku. Dariusz Mioduski chce zapewne dobrze. Trochę jak trzylatek, który uczy się rysować kredkami. Zanim nabierze wprawy, wciąż łamie rysiki.

Inaczej stara się postępować Jacek Rutkowski. On od lat przekonuje, że blisko mu do modelu zarządzania niemieckich klubów. Rozsądne, zbilansowane wydatki, niechęć do zmian na ławce trenerskiej. Do tego świetnie zorganizowana szkółka piłkarska z której talenty, niemal co sezon są transferowane za niezłe pieniądze za granicę (Linetty, Kownacki, Bednarek, a w kolejce czekają kolejni: Józwiak, Tomczyk czy Gumny). W tym sezonie sukces drużynie Kolejorza ma zagwarantować Ivan Djurdjević. Facet, który bardzo dobrze zna korporację – Lecha Poznań. Wie jak klub jest zarządzany, na kogo można liczyć i czego się wystrzegać. Zna też realia polskiej piłki. Lider projektu – którego efektem ma być zdobycie mistrzostwa Polski. Wybór idealny? Przekonamy się.

W dużych korporacjach wdrażane są różne koncepcje. Szaleni prezesi potrafią wymienić niemal cały zarząd, a stery nad firmą powierzyć sowicie opłacanemu menadżerowi z zewnątrz. Inne wielkie przedsiębiorstwa stawiają na ludzi sprawdzonych, znających realia firmy, najlepiej przez tę firmę „wychowanych”. Słowem na swoich.

W obu przypadkach liderzy musza być jednak ludźmi przygotowanymi do wypełnieni swojej misji. Tym bardziej w przypadku Legii i Lecha. Tutaj nie ma czasu na wdrożenie. Trzeba zdobywać punkty, wygrywać, zapełniać stadiony, walczyć o trofea.

Mi bliżej do koncepcji Jacka Rutkowskiego, choć to szalone pomysły Dariusza Mioduskiego przynosiły ostatnio tytuły. Warto jednak pamiętać o jednym. Lech Poznań, to klub funkcjonujący na zdrowych podstawach finansowych. W Poznaniu obrano określony kierunek i tego celu pomimo zmian trenerów się trzymają. Szkolić, wychowywać, sprzedawać, walczyć o mistrzostwo. Tymczasem Legia to wciąż chaos. Zmieniać, kupować, obiecywać, walczyć o puchary i mistrzostwo, znowu zmieniać, kupować…

O dziwo ten drugi wariant w ostatnim czasie gwarantuje tytuły. Może się jednak okazać, że nawet portfel prezesa nie będzie w stanie wytrzymać tych obciążeń. W Lechu takich obaw nie ma. Brakuje jednak tytułów.

Wciąż bliżej mi do wariantu zarządzania wybranego przez Jacka Rutkowskiego. Oczywiście pod warunkiem, że w tym sezonie Kolejorz ubiegnie Legię w wyścigu po mistrzostwo.

 

Autor: Rafał Wąsowicz
Autor zdjęcia: Dariusz Łukaszewski
Źródło: PRO SPORT BIZNES