Zdrowy trening to wyzwanie. Możemy zacząć bez względu na wiek!

Obraz2 slider

Z Grzegorzem Kotem trenerem personalnym z 20-letnim doświadczeniem – motywatorem, szkoleniowcem, ekspertem od spraw zdrowego kręgosłupa oraz czynnym zawodnikiem i reprezentantem Polski w kulturystyce rozmawia Rafał Wąsowicz

RW: Specjalizujesz się w pracy z tak zwanym „klientem korporacyjnym”. Co kryje się pod tym terminem?

GK: Moi klienci to zazwyczaj ludzie ciężko pracujący na swój sukces zawodowy. Pracują w dużych korporacjach, mają własne przedsiębiorstwa. Taka praca to oczywiście mnóstwo wyrzeczeń. Wyzwania przed jakimi stają wymuszają zaś bycie osobą pewną siebie, zdyscyplinowaną i wiedzącą czego oczekuje, nie tylko w pracy ale i w życiu prywatnym.

Wydaje się więc, że potencjalnie to klient idealny, który przychodząc do Ciebie wie czego chce. Potrafiący narzucić sobie dyscyplinę ćwiczeń jakie mu zadysponujesz. Tymczasem często nie jest to takie proste. Dlaczego?

Każdy człowiek to inna historia. Kiedyś przyszła do mnie do klubu fitness pani Justyna. Atrakcyjna, zadbana kobieta około trzydziestki. Po krótkiej rozmowie zwróciła się do mnie z nietypową prośbą. Chciała pomóc mężowi, który jej zdaniem nabawił się już chorobliwej otyłości. Twierdziła, ze mąż „ledwo się rusza”. Co gorsza nie było szans, by przyszedł na siłownię. Wspólnie ustaliliśmy, że w takim razie ja pojadę do niego. W tajemnicy pojawiłem się przed drzwiami ich apartamentu. Byłem nieco zestresowany ale i zaciekawiony. Czy z facetem rzeczywiście jest tak źle? Otwierają się drzwi i po drugiej stronie stoi mąż klientki. Widząc moją posturę miał minę jakby zobaczył postać z innej planety albo komiksu. Przez chwilę miałem wrażenie, że zamknie mi drzwi przed nosem.

Jednak Cię wpuścił?

To wzięty prawnik i pewnie tylko dlatego postanowił mnie zapytać o co chodzi? Wyjaśniłem cel mojej wizyty, usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać.

Przy żonie?

Nie, w cztery oczy. W trakcie rozmowy okazało się, że Przemek był tak skupiony na pracy, że kompletnie nie miał czasu ani głowy żeby zadbać o siebie. Gdy się zorientował, że nie jest dobrze bo ma 20 kilogramów nadwagi, postanowił coś z tym zrobić. Zapisał się do renomowanej siłowni, wziął sobie trenera personalnego, ostro wziął się do pracy. Niestety plan się nie powiódł.

Gdzie popełnił błąd?

Spotkał, młodego, ambitnego trenera , który chciał mu zaimponować i pokazać jak dobrym jest fachowcem. Zaaplikował mu więc tak mocny trening, że Przemek z powodu bólu mięśniowego przez następny tydzień nie ruszał się z łóżka. Wydawało się, ze raz na zawsze „wyleczył się” z siłowni. Minęły kolejne dwa lata przybyło mu kolejne 20 kilogramów. To rzeczywiście stało się już niebezpieczne dla zdrowia.

Na szczęście do akcji ruszyła jego żona. Historia skończyła się happy endem?

Początek był bardzo trudny. Wymagał zarówno ode mnie jak i od klienta wielkiej rozwagi i zaangażowania. Nie mogłem mu aplikować dużych, w zasadzie niemal żadnych obciążeń.

Od czego zaczęliście?

Przemek nie był w stanie zrobić 5 kroków na bieżni. Miał ogromne problemy z kolanami i kręgosłupem, nadciśnienie. To był cud, że nie miał jeszcze cukrzycy. Zaczęliśmy od szczegółowych badań i prześwietleń, które później przydały się przy diagnozie u mojego  fizjoterapeuty z którym współpracuje od kilku lat. Można powiedzieć, że urządziliśmy małe konsylium. Lekarz, fizjoterapeuta i ja.

Jaka padła diagnoza?

Po wstępnej rozmowie z Przemkiem i „zielonym światłem ” od lekarza, ruszyliśmy do działania. Początek był bardzo trudny. Przemek nie był w stanie wykonać kilku kroków na bieżni na najwolniejszej prędkości. Nasz plan ćwiczeń na początku to były trzy treningi w tygodniu i ścisła dieta. Pierwsze spotkania miały dość monotonny scenariusz. Po przebytej 5 minutowej rozgrzewce Przemek wykonywał 3 serie ćwiczeń siłowych i szedł na rowerek stacjonarny gdzie pedałował 10 minut.
Po czym wracaliśmy do ćwiczeń siłowych na następne 3 serie na następną grupę mięśniową i 10 minut rowerka i tak do 60 minut.

Czy już wtedy widać było jakieś efekty pracy z trenerem?
Chociaż to były nasze początki, a wdrożenie trwało około miesiąca to „klient” schudł o pierwsze 5 kg. Niby nic, ale te kilogramy okazały się bardzo istotne. Dały Przemkowi impuls, zachętę do dalszego działania. Zbudowały w nim wiarę w siebie i … w trenera. Takie zaufanie to bardzo istotna sprawa.

Przemek uwierzył w siebie i zaufał swojemu renerowi, co działo się dalej?
Po miesiącu stopniowo wydłużaliśmy trening siłowy do 45 min. Rowerek trwał już nawet do 45 minut. Przemek w trakcie 6 miesięcy naszej współpracy zgubił ponad 30 kg, odzyskał sprawność i radość z życia. Oprócz tego, że cieszyłem się z kolejnego  zadowolonego klienta, dowiedziałem się o jeszcze jednym szczęśliwym zdarzeniu. Żona Przemka zaszła w długo wyczekiwaną  ciążę. Nie wiem czy miała tu znaczenie nasza współpraca. Ale wierzę w to, że człowiek zdrowy, szczęśliwy i zadowolony z siebie i swego ciała może dokonywać wielkich rzeczy.

Przemek to klasyczny przykład „człowieka korporacji”, który w drodze do sukcesu zaniedbał się w sferze fizycznej. Na szczęście dzięki Tobie i swojej żonie wrócił na właściwą ścieżkę. Jaki jest zestaw „grzechów głównych” takiego przykładowego klienta?

Po pierwsze jego tryb pracy jest trybem siedzącym: biurko, samochód, samolot, długie spotkania, co powoduje problemy z kręgosłupem. Moi klienci przeważnie nie ćwiczą systematycznie. Mają problemy z regularnym spożywaniem posiłków. Do tego ogromna ilość stresu powoduje nadmierne napięcie mięśni, najczęściej zauważalne w karku.

Mają pieniądze, sukces, ale kosztem zdrowia. To chyba nie jest dobry plan na życie?

Ktoś kto przychodzi do mnie, też w pewnym momencie dochodzi do takiego wniosku. Ludzie szybko orientują się, że regularne ćwiczenia poprawią nie tylko kondycje ciała ale i umysłu. Dzięki temu poprawia się też jakość ich życia. No i mogą w pełni cieszyć się swoim sukcesem zawodowym. Stają się zdrowsi, sprawniejsi, mogą pozwolić sobie na więcej. Zaczynają chodzić po górach, uczestniczyć w zawodach. Aby jednak wrócić do sprawności fizycznej potrzeba rozsądnego i systematycznego treningu. Tutaj zaczyna się moja rola. Dbam o to, by moi klienci bez względu na to czy mają 30, 40 czy 50 lat mogli zbudować świetną sylwetkę. Poprawić swoje wyniki wydolnościowe z radością uprawiali sporty. Bez uszczerbku na zdrowiu, czy ryzyka kolejnych kontuzji.

Ty doświadczenie zdobywałeś w USA. Czy na trenera personalnego w Polsce czekają inne wyzwania niż te, z którymi stykałeś się za oceanem?

Myślę, że wyzwania dla trenerów są takie same pod każdą szerokością geograficzną. Obecnie przede wszystkim propagowany jest zdrowy trybu życia. Pojawia się bardzo pozytywna tendencja do treningu, który ja nazywam leczniczym. To kompleksowe podejście do klienta w kooperacji z lekarzem lub fizjoterapeutą. Dzięki temu można zniwelować wszystkie uboczne skutki nadwagi i otyłości takie jak bóle pleców, bóle kolan, brak ogólnej sprawności, choroby wewnętrzne itp.

Załóżmy, że przychodzi do Ciebie menadżer który spędza około 10 godzin za biurkiem. W ogóle nie trenuje, ma za to sporą nadwagę. Ile czasu musi minąć, żeby mógł „wejść” do normalnego treningu. Jak wygląda taki okres „wdrażania” do głównego treningu? 

Okres wdrażania jest bardzo różny i w dużym stopniu zależy od aktualnej formy fizycznej danego klienta. Trwa mniej więcej od miesiąca do nawet trzech miesięcy. Jeśli to jest mój nowy klient, to zawsze zaczynam od ułożenia jego profilu, czyli wszystkich najistotniejszych dla mnie danych zdrowotnych na jego temat. Dzięki temu w trakcie naszej współpracy odpowiednio układam i dopasowuję do jego możliwości zestaw ćwiczeń .

Co dalej?

Następnym krokiem jest tzw. „Fit test”, który ma na celu ocenę ogólnej sprawności i poznanie mocnych i słabych stron. To zestaw ćwiczeń na wszystkie grupy mięśniowe, które klient wykonuje jedno po drugim. Mają one na celu ocenę siły lub wytrzymałości danego np. próba wykonania największej liczby pompek lub brzuszków w ciągu 60 sekund.

Dopiero po takim procesie, możemy klienta bezpiecznie wdrażać w fazę „rozruchu” , która trwa mniej więcej miesiąc i polega na przetrenowaniu wszystkich grup mięśniowych, najlepiej trzy razy w tygodniu. To tzw. trening obiegowy. Uczymy się też poprawnego i bezpiecznego wykonywania ćwiczeń.

To bardzo ważne. Sam kiedyś ćwicząc nabawiłem się poważnej kontuzji kręgosłupa.

Jeśli chodzi o temat bezpieczeństwa ćwiczeń  to jest coś, czego doskonale nauczyli mnie fachowcy z USA. Ich maksyma brzmi: „Safety First” czyli „Bezpieczeństwo w pierwszej kolejności”. Pracując z moimi podopiecznymi w pierwszej kolejności nastawiony jestem na naukę poprawnego  i bezpiecznego  wykonywania ćwiczeń. To jest podstawa do dalszej pracy i tych podstaw powinien nauczyć się każdy ćwiczący człowiek. Moja rada dla wszystkich, którzy zaczynają pracować nad swoją sylwetką: skorzystajcie z usług doświadczonego trenera tak aby nauczył was jak bezpiecznie ćwiczyć. Ta inwestycja zwróci się wam z nawiązką. Nawet nie wyobrażacie sobie ile zaoszczędzicie sobie bólu, nieprzyjemności i pieniędzy związanych z późniejszymi konsekwencjami zbyt brawurowych i nieumiejętnych treningów.

Kolejna rzecz to przebyte kontuzje. Przychodzi facet po którym widać, że trenował. Tymczasem on od razu mówi, że ma kłopoty z plecami, ale chce „wreszcie wziąć się za siebie”. Co radzisz?

Jeśli ktoś mówi mi podczas naszej rozmowy wstępnej, że ma problemy np. z dolnym odcinkiem lędźwiowym, to od razu wysyłam go do mojego zaufanego fizjoterapeuty, żeby go dokładnie przebadał. Wtedy wiedząc na czym stoimy ustalamy wspólną strategię naprawczą danego przypadku. Fizjoterapeuta przeprowadza wszelkiego rodzaju zabiegi rozluźniające dogłębnie. Ja natomiast wzmacniając partie mięśni, które są rażąco słabe. Taka współpraca sprawdza się w 100 procentach i jest przede wszystkim bezpieczna i skuteczna .

Praca nad sylwetką to nie tylko siłownia. Tymczasem Twoi klienci większość dnia spędzają za biurkiem, gdzie największy nasz mięsień – pośladkowy – przebywa cały czas w stanie spoczynku. Co im radzisz?

Znam doskonale ten przypadek, ponieważ jest to większość moich klientów. Moja rada dla nich: znajdźcie sobie czas na aktywność fizyczną przynajmniej 3 razy  w tygodniu po 60 min. To na początek wystarczy. Jeśli chodzi o czas w pracy, to nastawcie sobie timer, tak by co godzinę wstawać od biurka. Radzę im w tym czasie zrobić najprostszy zestaw ćwiczeń oddechowo-rozciągających przez dosłownie 1 minutę. To bardzo ważne między innymi dla naszego kręgosłupa.

Treningi nieodłącznie wiążą się z odpowiednią dietą. Czy trenujących u Ciebie obowiązuje jakiś konkretny sposób odżywiania się? 

Nie. U moich podopiecznych jest to  kwestia indywidualna, każdy stosuje rodzaj diety jaką preferuje. Ja wkraczam do akcji jeśli widzę, że dana dieta nie przynosi pożądanych rezultatów i wtedy dokonuję korekty. Bardziej skupiam się na coachingu. Tłumaczę kiedy mają zjadać i jakie posiłki. Jak dopasować swój harmonogram dnia do poszczególnych posiłków. Co zrobić kiedy się nie zje posiłku lub jakich zamienników używać. Wyjaśniam co jeść przed treningiem, by nie czuć wzdęcia, a co jeść po treningu by nasze mięśnie miały szanse się jak najszybciej zregenerować.

Po jakim czasie pojawiają się widoczne efekty pracy z profesjonalnym trenerem personalnym takim jak TY?

To wszystko zależy od determinacji klienta, jak bardzo i jak szybko chce, osiągnąć swój cel. Jeśli jest sumienny, systematyczny i słucha się moich wskazówek to efekty przychodzą już nawet po miesiącu.

Zdążają się klienci, którzy pytają o „drogę na skróty” do świetnej sylwetki?

Czasami dostaje pytania. Odpowiadam wtedy najlepszą drogą do sukcesu jest trzymać się moich wskazówek!

Obraz1

Grzegorz Kot

Trener personalny z 20 letnim doświadczeniem. Swoją przygodę z profesjonalnym treningiem rozpoczął w 2008 roku w Los Angeles. Za oceanem ukończył kurs trenera osobistego i rozpoczął pracę w jednym z najbardziej popularnych klubów fitness w USA: L.A.Fitness. Przez trzy lata pracy jako trener personalny zdobył ogromne doświadczenie. Ponadto swoją wiedzę i doświadczenie uzupełniał w zakresie kulturystyki i fitness, programów treningowych, sposobu żywienia, suplementacji, a także sztuki pozowania w zawodach. Obecnie pracuje jako trener personalny w: McFIT (największa sieć klubów fitness w Europie),oraz Cityfit Rondo ONZ. Jest motywatorem, szkoleniowcem, ekspertem od spraw zdrowego kręgosłupa  i nadal czynnym zawodnikiem i reprezentantem Polski w kulturystyce.  Wspólnie ze swoją partnerką Moniką Szymanek wziął udział m. in. w charytatywnej akcji „Światowe dni serca ” w 2016 roku.  Oboje propagują trening – zdrowy dopasowany do wieku, stanu zdrowia, kondycji i potrzeb. Występują w telewizji, byli m. in. głównymi prowadzącymi programu Fit Mit.

Obraz3

Grzegorz Kot w liczbach:

  • 2  – tyle międzynarodowych kursów trenerskich ukończył w USA:  (AAAI) American Aerobic Association International, (ISMA) International Sports Medicine Association
  • 2 – kursy trenerskie ukończone w Polsce: (PAS) Państwowa Akademia Sportu
  • (FMS ) Functional Movement System u Remigiusza Rzepki.
  • 5 – jest piątym zawodnikiem świata w kulturystyce, (także podwójnym Mistrzem Polski z 2017 r.)
  • 8 – tyle lat był trenerem w L.A Fitness
  • 20 – tyle lat doświadczenia ma Grzegorz Kot jako trener personalny
  • 2008 – w tym roku zdobył tytuł mistrza Philadelphi i stanu Pensylwania w kulturystyce
Autor: Rafał Wąsowicz
Autor zdjęcia: materiały własne/ Dariusz Łukaszewski
Źródło: PRO SPORT BIZNES